„Spotkanie pomiędzy podziałami i granicami”

19 czerwca 2018 WIADOMOŚCI

Już 28 czerwca wystartuje jeden z najciekawszych i jeden z nielicznych darmowych festiwali w naszym kraju. Mowa oczywiście o Innych Brzmieniach w Lublinie, które w tym roku kuszą niezwykle mocnym programem. Zarówno tym muzycznym, ale też z innych obszarów sztuki. Postanowiłem porozmawiać z organizatorami – Rafałem Chwałą i Agnieszką Wojciechowską o najważniejszych aspektach imprezy oraz o ich prywatnych odczuciach. Przeczytajcie koniecznie i sprawdźcie dokładny program na tej stronie.

Załóżmy, że ktoś od 28 czerwca do 1 lipca ma akurat wolny czas. Dlaczego powinien przyjechać właśnie do Lublina?

Rafał Chwała: Każdy, kto zdecyduje się na odwiedzenie naszego miasta i udział w Innych Brzmieniach, będzie miał okazję uczestniczyć w naprawdę ciekawym i wielowątkowym wydarzeniu artystycznym. To 4 dni wypełnione muzyką – różnorodną, ale w każdym przypadku wartościową i oryginalną. Spotkanie z legendami pokroju George’a Clintona, Atari Teenage Riot czy Lecha Janerki, mnóstwo młodej muzyki m.in od naszych wschodnich sąsiadów. Do tego prezentacja znakomitego labelu Glitterbeat Records, czy specjalne festiwalowe produkcje. Co ważne, sam festiwal jest też bardzo dostępny, zlokalizowany w sercu miasta, bez uciążliwych dojazdów, z programem od wczesnych godzin przedpołudniowych, aż do późnego wieczora, a dodatkowo bezpłatny.

Czy czujesz, że Inne Brzmienia mają już „swoją publiczność”, która bez znaczenia na ogłaszanych artystów, i tak odwiedzi Lublin?

Agnieszka Wojciechowska: Wzrost publiczności odczuwalny jest w zasadzie przy każdej kolejnej edycji, co bez wątpienia świadczy o zwiększającej się rozpoznawalności Innych Brzmień i przekonaniu dotychczasowej widowni, że warto, nie tylko zapamiętać daty następnej edycji festiwalu, ale też wpisać ją w kalendarze znajomych. Pokazały to zresztą badania jakie zrobiliśmy w ubiegłym roku, które mówią, że blisko 80% uczestników festiwalu bez wahania poleciłoby go swoim bliskim. Z drugiej strony, na festiwalu muzycznym normalnym jest, że zawsze w centrum uwagi jest line-up i to on ostatecznie decyduje o udziale. Zasadnicza część naszej publiczności to ludzie bardzo świadomi, którzy świetnie odnajdują się w ambitnej czy też alternatywnej muzyce i przyjeżdżają do Lublina w poszukiwaniu swoich ulubionych artystów, albo właśnie z nadzieją na poznanie czegoś nowego. To również udowodniły wspomniane badania, które pokazały, że program i jakość artystyczna w dzisiejszym świecie wciąż jeszcze są w cenie. To nasza piąta edycja Festiwalu, więc w zasadzie dopiero teraz możemy zacząć w miarę śmiało mówić o lojalności i zaufaniu publiczności. Czujemy na sobie ogromną odpowiedzialność za to i staramy się tego zaufania nie zawieść.

Czym są dla was „inne brzmienia” z nazwy festiwalu?

Rafał Chwała: Różnorodnością i mnogością wyboru pomiędzy wieloma gatunkami i stylami muzycznymi, których w dzisiejszym świecie jest naprawdę mnóstwo. Są też spotkaniem pomiędzy podziałami i granicami, mamy bowiem artystów z różnych stron świata, przedstawicieli wielu kultur, a festiwal na te kilka dni staje się dla nich wspólnym miejscem, platformą do prezentacji swojej sztuki oraz okazją do poznania i zobaczenia innych.

Agnieszka Wojciechowska: Dla mnie nazwa i hasło “inne brzmienia” to także nieustanna inspiracja przy budowaniu programu festiwalu. Układając line-up cały czas mamy je z tyłu głowy, jako pewien rodzaj misji artystycznej. Zawsze chodzi nam bowiem o to, aby publiczność festiwalu wyjechała z niego z jakimś nowym doświadczeniem czy polem artystycznej świadomości. By odkryła nowych artystów, dowiedziała się czegoś o kulturze krajów z których do nas docierają, poznała kontekst rodzenia się konkretnych stylów i gatunków muzycznych.

Trzy koncerty, które szczególnie polecacie to?

Rafał Chwała: Bardzo ciężko wybrać 3 konkretne, ale też łatwo wskazać największego headlinera tej edycji. Jest nim oczywiście George Clinton oraz połączone siły jego legendarnych kapel Parliament i Funkadelic. Tego koncertu po prostu nie można przegapić, zwłaszcza, że zgodnie z zapowiedzią, po tej trasie artysta kończy karierę.

Agnieszka Wojciechowska: A ja chciałabym zwrócić uwagę na trzy premiery, które przygotowaliśmy w tym roku. Pierwsza to koncert „Songs of protest”, czyli współczesna interpretacja światowych protest songów, które wykona specjalnie powołana na festiwal orkiestra pod wodzą Oli Rzepki (m.in. Drekoty), złożona z artystów z wielu różnych polskich formacji muzycznych. Druga to wyjątkowe misterium muzyczno-taneczne poświęcone kwestiom równości międzyludzkiej, problemom uchodźstwa i migracji oraz przynależności społecznej, etnicznej i kulturowej. Nosi tytuł „And we are opening the gates”, a wymyślił je Raphael Rogiński, który do współpracy zaprosił dwie tancerki – Helenę Ganjalyan z Armenii i Talyę Balikcioglu z Turcji oraz znanego m.in. z zespołu Nagrobki Adama Witkowskiego. Trzecia premiera to występ duńsko-polskiego kolektywu Afenginn & Bastarda, czyli muzyczne spotkanie pochodzącej z Kopenhagi grupy Afenginn oraz związanego z oficyną Lado ABC warszawskiego trio Bastarda.

Inne brzmienia to także mnóstwo wydarzeń towarzyszących, na co widzowie powinni zwrócić szczególną uwagę?

Agnieszka Wojciechowska: Na pewno na cykl literacki i związane z nim wydawnictwo Wschodni Express. To szczególnie ciekawa rzecz dla poszukiwaczy niebanalnej literatury oraz dla osób zainteresowanych Europą Środkowo-Wschodnią. W tym roku specjalnie na festiwal wydaliśmy aż 6 książek najciekawszych obecnie autorów z Ukrainy i Białorusi – „Sonia” Kateryny Babkiny, „Pokój do smutku” Andrija Lubki, „Wakacje nad Letą” Hałyny Kruk, „Cyrk i inne wiersze” Julii Cimafiejewej, „Wasi, nasi oraz inni” Ołeksandra Bojczenko oraz „Poprzednie życie” Mykoły Riabczuka. Część literacką otworzy wykład Mykoły Riabczuka o trudnej miłości, literaturze, Europie Wschodniej i „Europie Prawdziwej”, a w programie także debaty o Ukrainie, najnowszej literaturze zza naszej wschodniej granicy oraz o przekładzie i dylematach tłumaczy.

Gorąco polecam też wystawy i spotkania z ukraińskimi artystami wizualnymi młodego pokolenia. Pokażemy m.in. efekty projektu dokumentacyjnego Yevgena Nikiforova, który od 2013 roku odwiedza wszystkie regiony Ukrainy, aby sfotografować lokalne dzieła sztuki monumentalnej oraz ustalić ich historię (wystawa pt. „Zdekomunizowane: radzieckie mozaiki Ukrainy”). Warto zwrócić także uwagę na wystawę plakatów wykonanych przez ilustratorów ukraińskich pt. „Yellow&Blue – obraz współczesnej Ukrainy”, która poprzez język graficzny pokazuje tradycje, lokalizacje i cechy naszego wschodniego sąsiada, które nie są łatwe do znalezienia w przewodnikach.

Czy przed zaproszeniem artystów, sprawdzasz ich wcześniej w koncertowej odsłonie? Czy czasami też sobie robisz niespodziankę i widzisz jakiś projekt po raz pierwszy właśnie w Lublinie?

Rafał Chwała: Wiadomo, że z produkcyjnego punktu widzenia zawsze lepiej najpierw zobaczyć danego artystę na żywo, poczuć klimat jego koncertów, wyrobić sobie zdanie. Programowanie festiwalu to też spora odpowiedzialność, zwłaszcza, że oczekiwania fanów rosną z każdym rokiem. Oczywiście nie zawsze jest taka możliwość, aby każdego zobaczyć przed zaproszeniem do Lublina. W przypadku tych największych gwiazd dużego ryzyka nie ma, bo wszyscy je znamy i podziwiamy od lat. Ich koncerty też są zwykle ogólnodostępne w internecie i można tam szybko rzucić okiem. Ważniejsze jest to w przypadku młodych lub mniej znanych artystów i to staramy się robić. Dzięki temu, można czasem wyłowić prawdziwe perełki.

Co poza festiwalem? Miejsca, które warto jeszcze zobaczyć w Lublinie

Agnieszka Wojciechowska: Lublin to piękne, zielone miasto, z wielowiekową historią, która jest już na pierwszy rzut oka widoczna w starych murach kamienic. Przepiękne Stare Miasto po prostu olśniewa swoimi zabytkami, zaułkami i klimatem. Mówi to niemal każdy, kto tu przyjeżdża. Co ważne, znajduje się tuż obok terenu festiwalowego :)