Benjamin Damage: „50Weapons to niezwykle ważna część mojego życia”

24 sierpnia 2016 Wywiady

Benjamin Damage jest brytyjskim producentem mającym na koncie wiele singli, remiksów, a co najważniejsze dwa znakomite studyjne albumy Heliosphere i Obsidian (recenzja do przeczytania tutaj). Poruszający się w estetyce ciężkiego techno, do którego wplata odpowiednią dawkę eterycznych, niekiedy ambientowych melodii. W gronie jego fascynacji znajdziemy wszystko, co związane jest z kosmosem i naszym uniwersum. Chłodne i industrialne brzmienia, które zachwycają nutą nostalgii i powodują u słuchacza spory wysyp emocji. Na katowicki festiwal Tauron Nowa Muzyka przyjechał ze swoim live actem, który w dużej mierze promował ostatni, wydany w ubiegłym roku krążek

Jesteś artystą, który od samego początku związany był z wytwórnią 50Weapons, piękną klamrą było również zakończenie jej działalności przez twoje wydawnictwo.

Tak, debiutanckie wydawnictwo nie było co prawda mojego autorstwa, ale byłem pierwszym artystą, który podpisał kontrakt z tym labelem. Jeśli chodzi o koniec 50Weapons to było mi dosyć smutno z tego powodu, gdyż jest to niezwykle ważna część mojego życia. Wtedy chłopaki poprosili mnie, żebym symbolicznie zakończył jego działalność. Tak się złożyło, że w tym samym czasie kończyłem pracę nad moim drugim albumem Obsidian.

Zostańmy zatem przy albumie Obsidian. Wydany w ubiegłym roku sofomor jest nieco bardziej emocjonalną rzeczą niż jego poprzednik Heliosphere.

Szczerze powiedziawszy, nie był to zamierzony zabieg. Początki tworzenia nowej muzyki zawsze są mocno rozmazane, ale wraz z postępującym procesem twórczym krystalizują się i wyostrzają. Tak było również w tym przypadku. Kiedy kończyłem album i wiedziałem już wtedy, że będzie on ostatnim dla 50Weapons, zdecydowałem się nadać mu trochę bardziej nostalgicznego nastroju, co było wynikiem moich odczuć. Przecież to był niezły kawałek mojego życia. Myślę jednak, że więcej tutaj podświadomości niż założonego wcześniej działania.

Prace nad albumem kończyłeś w studio znajdującym się w unikatowym miejscu, prawda?

Tak było, kończyłem nagrywać Obsidian w studio, które miało siedzibę w post-sowieckiej dzielnicy Berlina – Marzahn. W zasadzie to budynek nie znajdował się nawet w jego sercu, raczej gdzieś na peryferiach.

Zatem, czy wpłynęło to na brzmienie płyty?

Chyba nie w tak dużym stopniu. Marzahn było raczej przyjemną przerwą od typowo berlińskiego klimatu. Nagle znajdujesz się w zupełnie innym świecie, który w zasadzie nie jest tak daleko od ciebie. Panuje cisza i możesz skupić się bardziej na sobie i tym co aktualnie robisz.

Pomimo, że często bywam w Berlinie, tam jeszcze nie byłem.

Może to i dobrze (śmiech). Marzahn nie jest miejscem często uczęszczanym przez ludzi, zarówno mieszkających w Berlinie, jak i przyjezdnych. Miejscowi traktują tę dzielnicę, jako totalnie niewartą uwagi i przebywania. Strasznie gówniane miejsce (śmiech).

Przejdźmy do twojego live show – jakiego sprzętu używasz do wykreowania atmosfery?

Występ bazuje na sekwencerze Cirklon Sequentix. Jest to sekwencer MIDI, wykonywany ręcznie w Szkocji. Wykorzystuję go jako mózg operacyjny dla całej reszty mojego sprzętu. Wykorzystuję określone wzory. Pracuję także na oryginalnym Rolandzie 303, który jest kompletnie vintage. Nie zależy mi za bardzo na retro dźwiękach, bardziej chodzi o takie, które generuje przykładowo Roland 808. Korzystam jednak z 303, gdyż jego brzmienie jest niezwykle charakterystyczne, nawet w obecnych czasach się to sprawdza i daje to dużą frajdę. Nie mogłem się oprzeć włączeniu go do mojego zestawu (śmiech).

Zastanawiałeś się kiedyś czy Benjamin Damage mógłby stworzyć soundtrack do filmu science-fiction?

Tak, na pewno. Myślę, że byłoby to wspaniałe doświadczenie. Gdyby w przyszłości pojawiła się taka propozycja, nie omieszkałbym z niej skorzystać. Póki co, skupiam się jednak na innych rzeczach. Komponuję nową muzykę na kolejny album, jestem w trasie. Gdyby trafił się solidny filmowy projekt, skorzystałbym.

Wyobrażam sobie jakieś totalnie mroczne science-fiction, dziejące się gdzieś w kosmosie, jak Alien czy Blade Runner.

Sequel Blade Runnera jest w drodze, więc kto wie (śmiech).