Koncert zamknięcia TNM 16: Kamasi Washington

24 sierpnia 2016 Relacje

Wyjątkowość festiwalu Tauron Nowa Muzyka polega między innymi na tym, że oprócz dwóch głównych dni festiwalowych, miejsce mają koncerty otwarcia i zamknięcia. Rok w rok, organizatorzy starają się co sił, aby te dwa wydarzenia były czymś niespotykanym i ekskluzywnym. W ostatnich kilku edycjach mogliśmy cieszyć się z występów takich muzyków jak Nils Frahm, Darkstar, Chilly Gonzalez, King Krule, Apparat, Jeff Mills czy BadBadNotGood. W tym roku TNM otwierał występ Pianohooligan, który grał muzykę Steve’a Reicha. Przepięknym zamknięciem miał nas zachwycić artysta nietuzinkowy – Kamasi Washington.

Od edycji ubiegłorocznej areną tych koncertów jest niesamowita sala Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR). Jest to jedno z miejsc o najlepszej akustyce w Europie, co powoduje że każdy występ jest wydarzeniem z najwyższej półki. Podobnie było w przypadku pokazu siły amerykańskiego saksofonisty, podopiecznego wytwórni Brainfeeder i autora jednej z najciekawszych płyt 2015 roku – The Epic.

Uczucie podniecenia, które unosiło się w budynku NOSPRu było mocno wyczuwalne. Ludzie oczekiwali tego koncertu, który dla wielu był jednym z ważniejszych muzycznych wydarzeń tego roku w Polsce. Krótko po godzinie 20 na scenie zameldowała się szóstka muzyków – wokalistka, dwóch perkusistów (Tony Allen i Robert Miller), kontrabasista (według żeńskiej części – najprzystojniejszy Miles Mosley), klawiszowiec Brandon Coleman i oczywiście lider całej paczki – saksofonista Kamasi Washington. Muzyk wielki nie tylko posturą, ale i sercem oraz pasją jaka z niego płynie. Zespół przez równe 2 godziny zachwycał zgromadzoną publiczność swoimi umiejętnościami. Nie da się ukryć, że jazz to przymiotnik Afroamerykanów i nikt inny nie jest w stanie wykonywać tego gatunku lepiej. Czuć było ogromny luz i zabawę, która zdaje się być wypadkową pochodzenia zespołu. Większość jego członków należy do grupy West Coast Get Down, która zrzesza muzyków pochodzących z LA. Bo przecież Kalifornia jest wyjątkowym miejscem na kuli ziemskiej, skupieniem jedynych w swoim rodzaju artystów, kolebką wielu bohem, a Los Angeles jednym z jej najjaśniejszych punktów. Dziw bierze, że Washington ma zaledwie 35 lat. Jego umiejętności i doświadczenie budzą jeszcze większy podziw. Zespół wykonywał utwory ze wspomnianej trzyczęściowej płyty The Epic (wybrzmiały między innymi The Next Step, Change of the GuardThe Message czy przejmujący Malcolm’s Theme i bisowy Re Run)  a oprócz tego znalazło się miejsce na obowiązkową jazzową improwizację i prężenie muskułów poszczególnych muzyków. W pewnym momencie, Kamasi zaprosił również na scenę swojego ojca Rickeya Washingtona, który towarzyszył reszcie ze swoim sopranowym saksofonem już do samego końca.

Z pewnością, jednym z najbardziej porywających punktów była „rozmowa” dwójki perkusistów – Tony’ego Austina i Roberta Millera. Przez ponad 20 minut zachwycali nas wyczuciem, precyzją i odrobiną szaleństwa. Jako że nie był to pojedynek, a osobliwa rozmowa, krzywdzącym byłoby wyróżnić tylko jednego z nich, ale jestem pewien, że każdy swojego faworyta posiada. Wspaniały moment, który z pewnością zapadnie nam w pamięć na bardzo długo. Podobnie sprawa ma się w przypadku utworu The Resistance wykonywanego przez klawiszowca Brandona Colemana, który swoją delikatnością i nutą nostalgii spowodował, że każdy mógł oddać się chwili refleksji.

Po tym szalonym koncercie niemalże wszyscy muzycy pojawili się w holu głównym NOSPRu, gdzie pozowali do zdjęć, podpisywali zakupione przez fanów płyty i co chyba najważniejsze – rozmawiali z ludźmi. Mnie udało się porozmawiać dłużej z Tonym Austinem, Milesem Mosleyem oraz – nieco krócej z powodu oblężenia przez fanów – z samym Kamasim Washingtonem. Takie naturalne gesty bardzo cieszą, bo zacierają jakiekolwiek granice i pozwalają poznać tych wspaniałych artystów z bliższej perspektywy. Wielki szacunek za takie zachowanie, pomimo ogromnego zmęczenia.

Niezmiernie cieszy fakt, iż tegoroczna edycja Tauron Nowa Muzyka obfitowała w ogrom jazzowej muzyki. Każdy fan nowej fali jazzu, podawanego w zupełnie różnych formach, aczkolwiek w każdym przypadku tak samo zachwycającego, musiał czuć się w pełni ukontentowanym. Poczynając od rodzimej Niechęci, poprzez szalony ensemble Snarky Puppy oraz tajemniczy projekt Shobaleader One, aż po wybitny występ Floating Points. Nic dodać, nic ująć.

Jedenasta edycja katowickiego TNM już za nami. Po raz kolejny był to wspaniale spędzony czas, godziny muzycznych ekscytacji i kilometry tanecznych kroków. Jeśli dodać do tego wyjątkową, niezwykle przyjacielską atmosferę i zdecydowanie najwspanialszy teren festiwalowy w Polsce (jeden z bardziej wyjątkowych na świecie) to otrzymamy wydarzenie kompletne. Widzimy się za rok!