Lubomyr Melnyk: „Muzyka fortepianowa bez duchowości nie istnieje”

23 sierpnia 2016 Wywiady

Pierwszy wywiad podczas tegorocznej edycji Tauron Nowa Muzyka był przeżyciem niesamowitym. Rozmowa, jaką przeprowadziłem z pianistą Lubomyrem Melnykiem wykraczała poza ramy materialnego świata. Ukrainiec jest postacią nietuzinkową, doświadczoną przez życie, często zmieniającą miejsce zamieszkania i posiadającą swój własny wykreowany świat. Nie jestem pewien, czy suchy tekst odda to, jak wspaniałą osobowością jest Lubomyr Melnyk, ale mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu doświadczycie tego, co ja przeżyłem. Przed Wami niedługa rozmowa z człowiekiem niebywale inteligentnym i wyjątkowym.

Jesteś pionierem stylu gry na fortepianie określanego mianem ‚continuous music’. Jak wpadłeś na tego typu koncepcję i jak nauczyłeś się techniki?

Zaczynałem od tradycyjnej muzyki klasycznej. Kiedy miałem niewiele ponad 20 lat usłyszałem Terry’ego Rileya (pionier minimalizmu w klasyce – przyp.red.), który wraz z innymi muzykami pokroju Steve’a Reicha, zrewolucjonizował podejście do muzyki. Wtedy zaczęły powstawać wybitne ambientowe kompozycje, które były oparte na zapętleniu. Duchowość tych melodii niesamowicie mnie dotknęła. Pokochałem je i zapragnąłem stworzyć coś podobnego, jednakże z wykorzystaniem fortepianu. Chciałem aby moja twórczość była bardziej zaawansowana, żeby tkwiła w tym jakaś istota. Inspirowała mnie również muzyka Wschodu, głównie z Indii. Tamtejszy standard kompozytorski stał na niesamowicie wysokim poziomie. Wystarczy wspomnieć sitar (mistrzem tego instrumentu był Ravi Shankar – przyp.red.). Gra na nim wymagała wysokich umiejętności manualnych, a ja chciałem przenieść to na fortepian.

Nie tylko warsztat był w tym przypadku istotny, prawda?

Z pewnością. Dusza i umysł muzyka były i są nadal nieodłącznym elementem kompozycji.

14075059_1134488083291912_1533608717_o

Jak poradziłeś sobie z odrzuceniem twoich koncepcji ze strony konserwatywnego środowiska muzyki klasycznej?

To było strasznie ciężkie przeżycie, nie mogłem sobie z tym poradzić, miałem depresyjne myśli. Oczekiwałem, że świat muzyki klasycznej wpadnie w zachwyt moim pomysłem i tym, co potrafiłem zrobić z instrumentem. Myliłem się – zarówno technika, jak i idea nie zostały docenione.

To było zbyt awangardowe dla środowiska.

Dokładnie tak. Ja odkryłem esencję fortepianu, jego prawdziwe oblicze i duszę. To wszystko zostało uwolnione dzięki koncepcji continuous music. Byłem zszokowany, kiedy nikt się tym nie zainteresował. Mówiłem do nich: „głupcy, to jest prawdziwe piękno, dlaczego go nie dostrzegacie?”. Nikt tak wcześniej nie grał. Odpowiadali, że ich to nie obchodzi. Wtedy wyszła moja spora naiwność (śmiech).

Obecnie jesteśmy świadkami pewnego zjawiska, cechującego się powrotami po latach muzyków wcześniej niedocenianych. Najsłynniejszym przykładem wydaje się być Sixto Rodriguez, ale wart uwagi jest również come back Ata Kak i całej reszty wykonawców odkrytych przez Briana Shimkovitza z Awesome Tapes from Africa. Czujesz się tego częścią?

Zdecydowanie tak jest. To piękna sprawa, jak obecna młoda generacja czuje muzykę i jej pragnie. Ludzie interesują się pięknymi rzeczami, nie szufladkują tak jak kiedyś, tylko szczerze się zachwycają. Czują to w głębi duszy.

A jak zaczęła się twoja przygoda z Erased Tapes Records, która to wytwórnia stała się głównym sprawcą twojego powrotu?

Przed nimi moje płyty wydawało kilka mniejszych wytwórni. Erased Tapes wyniosło moją muzykę do szerszej publiczności, pozwoliło mi dotrzeć do wielu słuchaczy.

Internet miał w tym duży udział?

Szczerze powiedziawszy, nie znoszę tych wszystkich zdigitalizowanych nośników, ale muszę przyznać, że internet dużo mi pomógł (śmiech). To wielka platforma, która umożliwia poznawanie i eksplorację. W obecnych czasach jeśli coś nie pojawi się w internecie, to tak jakby nie istniało. Ludzie nie sięgają najpierw po fizyczne nośniki, przeważnie następuje to dopiero na kolejnym etapie. Cieszę się, że wspaniali muzycy mają teraz łatwiej. W przeszłości, żeby być rozpoznawalnym twoją muzykę musiał wydawać jakiś wielki label pokroju Columbia Records, a to graniczyło z niemożliwością. Wydawcy byli w stu procentach skupieni na sprzedaży, na tym co będzie popularne i przyniesie im zyski. Dlatego też, czymś niesamowitym jest fakt, że muzyka Terry’ego Rileya została przez nich wydana. To było coś pionierskiego w tych czasach, przełomowy moment. Kim była osoba za to odpowiedzialna, nigdy się nie dowiemy, ale możemy być mu wdzięczni.

14059920_1134488016625252_1708406511_o

Jesteś prawdziwym nomadem, żyłeś już w wielu miejscach na Ziemi – Francja, Kanada czy Niemcy. Z pochodzenia jesteś natomiast Ukraińcem.

Obecnie mieszkam w Szwecji. Moim marzeniem jest powrót do prawdziwego domu, czyli na Ukrainę. Niestety, obecna sytuacja polityczna mi na to nie pozwala.

Czyli nie potrzebujesz konkretnego miejsca, gdzie mógłbyś na stałe osiąść?

Nie. Jestem Ukraińcem i czuję się nim w stu procentach. Jestem Lubomirem, gdziekolwiek nie mieszkam. Fizyczne miejsce zamieszkania nie ma dla mnie znaczenia. Żyję w fortepianie, żyję w moim ukraińskim dziedzictwie, żyję w mojej rodzinie – to ja.

To przejmujące i niezwykle uduchowione o czym mówisz.

Continuous music z natury jest duchową sprawą. Muzyka fortepianowa bez duchowości nie istnieje. Analogicznie, żaden mistrz sztuk walki nie osiągnie perfekcji bez wyjścia poza fizyczność i osiągnięcia idealnego duchowego stanu. Tylko dusza pozwala ciału na przekroczenie pewnych granic.

Co zatem czujesz grając na żywo, wpadasz w stan medytacji?

Po części tak, można powiedzieć że to medytacja. Nie potrafię opisać tego słowami. To raczej aktywna medytacja, część mojej duszy i serca ożywia fortepian, a pozostała część pozostaje bierna. Granie continuous music to jak bycie ying i yang, zachowanie równowagi. Jesteś huraganem, który sieje wokół zniszczenie, jednocześnie będąc spokojnym wewnątrz.

W pewnym wywiadzie powiedziałeś, że jeśli Chopin żyłby w obecnych czasach to grałby ambient i continuous music. Co zatem grałby Lubomyr Melnyk żyjący w jego czasach?

Jeśli żyłbym w XIX wieku to tworzyłbym coś pomiędzy Chopinem, a Brahmsem, ciężko to określić. Ja wiem, że musiałem urodzić się teraz, nie w XII czy XIX wieku. Moja muzyka istnieje teraz, ta technika ma prawo bytu tylko w teraźniejszości i mogła powstać jedynie w 1973 roku, nie wcześniej. W tym procesie brało udział bardzo wiele elementów. To właśnie jest symbioza pomiędzy continuous music a czasami współczesnymi.

14087450_1134488396625214_1087583345_o

Tyle wspominasz o duchowości, czy jesteś zatem osobą religijną?

Na pewno jestem. To fascynujące, że przez muzykę odkryłem prawdziwą treść Ewangelii. Wydaje mi się, że nawet sami księża nie pojmują w pełni jej sensu i świętości Jezusa Chrystusa. Wiem, bo z nimi rozmawiałem. W Ewangelii istnieje cały wszechświat, a księża czy Kościół mogą dostrzec i zrozumieć jedynie jego część. Pianista grający continuous music widzi całość. Rozmowa z kapłanem o religii nie jest dla mnie łatwa, gdyż ja widzę więcej. Oni nie rozumieją wszystkiego, pomimo iż jest to ich profesja (śmiech). Wiem, że gdybym nie zajmował się tym, co robię to nigdy, przenigdy nie miałbym tak otwartego umysłu na cały wszechświat i głębię Ewangelii. Religijni ludzie rozważają katolicyzm jako kwestię wiary. Myślę, że dla pianisty nie ma czegoś takiego. Muzyka otwiera ci oczy i uszy na tę ogromną głębię. Kościół dostrzega jedynie najbardziej oczywisty przekaz Ewangelii, tylko jeden postulat Chrystusa. Melodie w continuous music są odzwierciedleniem głosu Boga. Uważam, że dźwięk fortepianu jest najbardziej kompletnym i najpiękniejszym dźwiękiem na świecie. To wspaniały dar od Boga, który szczerze powiedziawszy nie powinien istnieć. Myślę, że ludzie poradziliby sobie bez tego instrumentu, wystarczyłyby im cymbałki, marimby itp. (śmiech). Fortepian jest cudem, a Bartolomeo Cristofori (uważany za twórcę fortepianu – przyp.red.) był Prometeuszem swoich czasów, który zesłał fortepian ludziom niczym mityczny Grek ogień. Powinniśmy święcić dzień jego urodzin. Główną różnicą pomiędzy moim stylem a tym tradycyjnym jest istota dźwięku. Nie tylko harmonia, nie melodia, lecz sam dźwięk wytwarzany przez instrument. Żeby prawdziwie zrozumieć słowa Jezusa Chrystusa musisz stać się pianistą wykonującym continuous music. Wiem, że dla ogółu może brzmieć to bardzo głupio. To styl, który jest niemalże niemożliwy do zagrania (śmiech). Jest mi smutno, jeśli ktoś nie rozumie, że muzyk jest w stanie to zagrać, coś z zupełnie innej rzeczywistości. Musisz zrównać się z prawdziwą naturą czasu i przestrzeni, a co za tym idzie – z Bogiem.

To, co mówisz, jest dla mnie niezwykle zachwycające – ciężko mi to sobie wszystko wyobrazić.

Kiedy gram na fortepianie, moje dłonie zamieniają się w światłość. Stajesz się w pewnym sensie istotą pozaziemską, część twojego ciała nie jest już materialna. Piękne rzeczy, które tworzę za pomocą continuous music nie mogą być wykonane tylko za pomocą krwi i kości, musi być coś więcej – w tym przypadku dusza grającego. I teraz najważniejsze – nie rozmawiamy teraz o wierze, rozmawiamy o rzeczywistości, zapamiętaj. Podsumowując – jestem bardzo religijny, lecz bez continuous music nie byłoby na to szans. Bez miłości do ludzi nie możesz zostać takim pianistą, ponieważ jedynie miłość pozwala ciału zmienić się w światłość.