STYCZEN

Słodko-gorzki styczeń

02 lutego 2017 TEKSTY

Początek roku obfitował w wiele premier, głównie tych, o których wiedzieliśmy już ze sporym wyprzedzeniem i mogliśmy wpisać je spokojnie w kalendarz. W pewnym sensie ta sytuacja może być niekorzystna dla samych wydawnictw – podając datę wydania kilka miesięcy do przodu, muzycy muszą być świadomi rosnących oczekiwań, które im bliżej dnia zero, tym będą większe. No właśnie – wśród płyt, które mogliśmy poznać w styczniu, znalazły się krążki, na które intensywnie zacieraliśmy ręce. Niestety, niejednokrotnie ekscytacja musiała rozbić się o betonową ścianę z napisem „rozczarowanie”. Do etatowych malkontentów nie należę, zatem z poznanych wydawnictw starałem się wyciągnąć to, co najlepsze. W ostatecznym rozrachunku, mogę śmiało zaliczyć styczeń do miesięcy udanych. Niech będzie to dobra prognoza na cały rok.

Prócz regularnych recenzji, dzielimy się z Wami zestawieniem ośmiu styczniowych płyt, wśród których znalazły się te, na które czekaliśmy, a które nie spełniły pokładanych w sobie nadziei, oraz te, którym wystawiliśmy pozytywną ocenę bez cienia wątpliwości. Kolejność przypadkowa.

Bonobo – Migration

Tak nudno u Simona Greena jeszcze nie było. Migration to bezapelacyjnie najsłabsze wydawnictwo w dorobku Brytyjczyka, którego płytowy dorobek zdawał się być dotąd pozbawiony skazy. Szósty longplay Bonobo okazał się do bólu wtórny i przewidywalny, nie ratują go nawet zaproszeni goście.

Highlight: Opener w postaci Migration w połączeniu z Break Apart, gdzie gościnie pojawia się Mike Milosh z Rhye. Niestety, tak dobry początek pogłębia jedynie wrażenie tego, iż pozostała część materiału jest co najwyżej przeciętna.

Foxygen – Hang

U Jonathana Rado i Sama France’a po staremu. Kolejna płyta Foxygen wprawia w dobry nastrój od samego początku, serwując skąpane w dziesiątkach dźwięków barwne kompozycje. Lekkość i melodyjność towarzyszą nam od pierwszej do ostatniej pozycji na piątym krążku amerykańskiego duetu. Rado i France tchnęli nieco słonecznej energii w szare, styczniowe popołudnia.

Highlight: Follow The Leader, choć generalnie na płycie nie uświadczymy szczególnych spadków formy.

Austra – Future Politics

Minęły cztery lata od wydania Olympii, świetnej i ostatniej jak dotąd płyty w dorobku Katie Stelamnis. Przez ten czas stęskniliśmy się za wszystkim tym, co Austra ma najlepszego do zaoferowania. Pojawiające się zapowiedzi oraz informacja o koncercie w Polsce rozbudziły apetyt, ten jednak nie został zaspokojony choćby w połowie. Future Politics choć miewa dobre momenty, rozczarowuje wtórnością – przez cztery lata u Stelmanis nie zmieniło się nic. Ba, krążek zdaje się bladnąć z każdym kolejnym odsłuchem – kompozycje nie odznaczają się niczym, czego nie znalibyśmy z wcześniejszych wydawnictw, a na dodatek po chwytliwości z Feel It Break czy Olympii nie ma ani śladu.

Highlight: Utopia, Gaia

William Basinski – A Shadow In Time

Basinski nie zawiódł. Filmowo brzmiący ambient w wykonaniu Amerykanina, jest tak ciepły, jak kolory okładki A Shadow In Time. Basinski proponuje 43 minuty odprężającej podróży w kosmos. Tę płytę powinno słuchać się wyłącznie ze zamkniętymi oczami, gdyż jej zawartość sama maluje obrazy za pomocą dźwięków dobiegających do nas jakby z innego świata.

Highlight: Płyta od początku do końca przyprawia o dreszcze, najmocniej jednak w pierwszej połowie trwania tytułowego A Shadow In Time

Moo Late – Tubism

Urodzony w Polsce Brian Massaka na co dzień mieszka i komponuje w Kopenhadze. Producent przez długi czas związany z toruńską sceną, to eksplorator muzyki hip-hopowej, interpretowanej z perspektywy artysty o klasycznym wykształceniu jazzowym. Na doskonałej płycie Tubism, Massaka dzieli się swoimi inspiracjami, głównie spod znaku J Dilli, jednak zamiast kolejnego krążka, na którym znalazły się lepiej lub gorzej skomponowane bitowe układanki, otrzymaliśmy wydawnictwo, gdzie amerykański underground łączy się ze skandynawskim chłodem. Massaka intryguje dystansem i przestrzenią w brzmieniu, co jest nowością w przypadku tego typu twórczości. Przewodnik po krążku, a dokładniej po jego trackliście, stanowią tytuły utworów będące nazwami przystanków kopenhaskiego metra. Warto wybrać się na przejażdżkę z muzykiem wydającym pod szyldem 5:55, i dać mu opowiedzieć o swoich inspiracjach i pomysłach na hip-hop.

Highlight: Havn, Brama

Sambor – Umbra

Dwa lata po premierze Bruksizmu, poznański producent powraca z nowym wydawnictwem. Umbra, choć zawierająca mnóstwo brzmieniowych kontrastów, jest krążkiem niesamowicie spójnym. Sambor znów trzyma się elektroniki, tym razem zbliżającej go stylistycznie do SOHNA, Fyfe czy Son Luxa. Ejtisowy, noir-popowy sznyt podkreślają syntezatory, które wiodą prym w niemal każdej piosence. Do słuchacza należy jedynie wybór czy w akompaniamencie elektronicznych dźwięków Samborowi lepiej wychodzi śpiewanie po polsku, a może po angielsku? Niezależnie od decyzji, Umbra to krok naprzód po nierównej i budzącej mieszane uczucia poprzedniej płycie.

Highlight: The Great Escape, Pożar

The Flaming Lips – Oczy Mlody

Wayne Coyne i spółka bardziej zaskakują tytułem płyty i niektórych utworów, co samą zawartością krążka z numerem czternaście. Na Oczy Mlody psychodela miesza się z dreamem popem i licznymi eksperymentami, co nie jest żadną nowością u The Flaming Lips. Krążek zdaje się jednak być na swój sposób powściągliwy, zdystansowany – nie uświadczymy tu nagłych zwrotów akcji czy gwałtownych zmian stylistyki. Atutem Oczy Mlody jest spora melodyjność, która pozwoli niejednokrotnie powrócić do albumu Amerykanów i dopisać go do listy udanych wydawnictw składu z Oklahomy.

Highlight: Sunrises (Eyes of The Young)How??

Surf Curse – Nothing Yet

Współczesny surf rock kojarzy się głównie z The Drums. Surf Curse mogą to zmienić, bo wydaje się, że mają przepis na to, jak zaaranżować brzmienie rodem z lat 60., by nadal wzbudzało emocje. Choć styczeń nie jest najlepszą porą na dźwięki lekkie i przyjemnie, to amerykański duet potrafi obronić płytę Nothing Yet sporą dawką psychodelii i indie spod znaku Two Door Cinema Club czy wczesnych The Kooks. Pamiętajcie, by wrócić do tego krążka latem, przyda się na niejeden wypad za miasto.

Highlight: CronenbergChristine F