Utwór: SOTEI – Obiata

09 lutego 2017 Bez kategorii

Wszystko wskazuje na to, że spod rąk tego duetu wyjdzie jedna z najciekawszych polskich płyt trwającej zimy. Formacja SOTEI singlem Obiata zapowiedziała długo wyczekiwany, debiutancki krążek. Premierowa piosenka ma wszystko to, co powinien zawierać drum n`bassowy, nasączony elektroniką kawałek – rytm, charakterystyczny styl oraz magnetyczność.

Połączenie sił dwóch tak barwnych muzycznych osobowości nie mogło skończyć się inaczej. Paweł Strzelczyk, solowo występujący jako Teielte, już od 2010 roku z powodzeniem igra z nowoczesnymi brzmieniami. Jego EP-ki Homeworkz, Wooden Love czy Crystalline to żywy dowód na to, że syntezatory potrawią współbrzmieć nawet z najodleglejszymi artystycznymi inspiracjami. Gdy do tak płodnego producenta dołączył Sobura – perkusista znany zarówno z samodzielnego projektu, jak i ze współpracy z Nosowską czy Skubasem, wiadomo było, że materiał zespołu będzie nieprzeciętny i pozbawiony schematyczności.

Choć podopieczni wytwórni U Know Me Records nie obchodzili jeszcze pierwszych urodzin, na ich koncie już pojawiają się znaczące sukcesy. Świetnie przyjęty utwór Opus, support Kiasmos, występy na Spring Breaku, OFF-ie, a nawet epizod na Tallin Music Week mówią same za siebie. Długogrający album był wyłącznie kwestią czasu.

Zapowiedź tego zbliżającego się wielkimi krokami wydawnictwa można podsumować bardzo krótko – warto było czekać na kolejny ruch z ich strony. Coraz częściej pojawiające się solowe płyty perkusistów (wystarczy wspomnieć zeszłoroczne Pupation of Dissonance Huberta Zemlera, liczne krążki Adama Gołębiewskiego albo projekty instrumentalistów z Son Lux, Tame Impali i alt-J) zdają się przeczyć mylnemu przeświadczeniu, że bębny i talerze muszą wtapiać się w tło. Cieszy fakt, że SOTEI idzie za tym trendem, zestawiając jednostajne uderzenia Sobury na równi z samplami serwowanymi przez Strzelczyka. Utwór już od pierwszych sekund broni się rzadko spotykanym na rodzimej scenie poskręcanym beatem.  Efekt powstałej synergii jest zaskakująco przyjemny w odbiorze i przywołuje na myśl same pozytywne skojarzenia: eksperymenty Machinedruma, a nawet afrykański vibe Nozinji. Warto mieć tych panów na oku.